W związku z obchodami Dni Historii Płocka oraz Dnia Chemika, 4 czerwca 2005 r. zorganizowano Bieg Chemika na dystansie 10 km. Na starcie stanęło ponad 50 zawodniczek i zawodników z całego kraju.
Faworytami biegu byli zawodnicy BOP TKKF Płock, którzy w ostatnich latach wyrośli na czołowych biegaczy. W gronie pretendentów do medali znalazła się również 7-osobowa drużyna Ogniska TKKF „Kubuś” Sierpc.
Trasa biegu była wymagająca, z licznymi podbiegami. Dodatkowym utrudnieniem była pogoda – żar lejący się z nieba, potęgowany przez asfaltową nawierzchnię i brak cienia, mocno dawał się biegaczom we znaki. Wyniki osiągane przez zawodników były słabsze od ich rekordów życiowych, jednak wszyscy rywalizowali w tych samych warunkach i najważniejsze było dotarcie do mety.
Drużyna Ogniska TKKF „Kubuś” jak zwykle nie zawiodła. Bartłomiej Mysera zajął 6. miejsce w klasyfikacji generalnej mężczyzn oraz 1. miejsce w swojej kategorii wiekowej. Pierwsze miejsce w kategorii 50–59 lat wywalczył również Paweł Kaźmierczak. Drugie miejsce w kategorii powyżej 60 lat zajął Ryszard Wiśniewski.
Bardzo dobrze spisały się także nasze zawodniczki – wszystkie trzy znalazły się w czołowej ósemce biegu. Szczególne brawa należą się Ewie Czajkowskiej, która zwyciężyła w klasyfikacji generalnej kobiet, wygrywając również swoją kategorię wiekową. Na metę dobiegła z dużą przewagą nad rywalkami.
– Było bardzo ciężko – powiedziała Ewa. – Momentami myślałam, że nie dobiegnę, ale udało się.
Na podium stanęły również nasze weteranki. W kategorii powyżej 50 lat pierwsze miejsce zajęła Danuta Kozłowska, a drugie – Krystyna Chojnacka. Drużynowo „Kubuś” zajął trzecie miejsce.
W oczekiwaniu na wyniki zawodnicy mogli wziąć udział w konkurencjach rekreacyjnych przygotowanych przez organizatorów. Duże zainteresowanie wzbudził rzut wałkiem – panie żartowały, że skuteczność byłaby jeszcze większa, gdyby zamiast wyznaczonego celu stał w tym miejscu ich małżonek.
Wśród mężczyzn największą popularnością cieszyło się rodeo, czyli jazda na mechanicznym byku. Utrzymanie się na nim przez ponad 30 sekund graniczyło z cudem. Na szczęście „bestia” była tylko atrapą, a lądowanie na miękkim materacu nie powodowało większych obrażeń – poza lekko urażoną dumą.